|
Moja Droga Do Nienormalności Leszek Daniec ![]() Nie wiem skąd wziął się we mnie strach. Pamiętam, że mając kilka lat, bojąc się czegoś, wyrzucałem zabawki przez okno. Rodzina musiała ciągle coś zbierać, a było to drugie piętro. Dziś nie boję się przyznać, że mam za sobą długą drogę kompleksów i błędów biorących się z mojej odległości od Boga. Muszę stwierdzić, że moje dzieciństwo nie było jakimś takim odrzuceniem Boga, wartości, przynajmniej świadomie. Byłem raczej grzeczny, żyjący prawidłowo, zgodnie z przyjętymi normami. Nikogo nie krzywdziłem, nie oszukiwałem i stanowiłem przykład dla innych. Po nocach jednak śniły mi się koszmary napawające lękiem o których wolałem nie mówić. Nie miałem odwagi, aby rozmawiać o tym z najbliższymi. Nie znałem źródła, przyczyny tego stanu. Nic nie mogłem zrobić, więc nie wiedziałem co mnie czeka. Taka błoga nieświadomość i niewiedza co do mojego życiowego celu była czymś najgorszym. Przegrywałem, byłem osaczony, lata mijały a ja przestawałem postępować wg norm, prawa. Zmierzając w stronę piekła myślałem, że to będzie chyba czyściec, przynajmniej mój prywatny raj, do którego kluczyki mam w kieszeni. Jak to się dzieje? (Głupi stwierdza Boga nie ma... i chodzi do kościoła). Nikt nie kazał mi osobiście nad tym się zastanawiać. Kościół nie wymagał ode mnie poświęcenia, jedynie wykonywania jakichś poleceń, rytuałów - takich samych dla wszystkich. Posiadłem zdolność maskowania się. Inną maskę nosiłem w domu, a jeszcze inną poza nim. Rodzina nie nauczyła mnie mówić o swoich uczuciach, mówić „ kocham". Nie mogłem więc nikomu ufać, gdy dorastałem i uświadamiałem sobie potrzebę akceptacji, celu czy innych wrodzonych człowiekowi potrzeb. Myślałem natomiast, że jestem kimś, nie jakimś tam prostakiem. Skończyłem właśnie szkołę muzyczną, pięknie rysuję, jestem ładny itd. To jest, to było puste jak dziurawe wiadro. Była we mnie świadomość, już jako dziecko, że wkroczyłem na drogę zła, ale moje sumienie uspokajały odczucia, że teraz Bóg jest na tyle daleko, że nie muszę się obawiać jego sądu. Życie może być straszne. W szkole toczyłem walki z takimi samymi jak ja egoistami. Ta walka wymagała coraz groźniejszych broni. W końcu podejmowałem sojusze z jakimiś grupami. Uczyłem przeklinać, bić i udawać. Mówiłem w rodzinie, że wszystko jest dobrze. Coraz częściej miałem myśli zupełnie czarne, np. że świat jest przeciwko mnie. W moim mieście i środowisku czułem się coraz bardziej zagrożony. Wyjechałem do innego miasta, większego, do lepszej szkoły, bo rodzinne mnie przygniatało. Chciałem spróbować innego świata. Niestety ten był jeszcze gorszy. Egoiści jeszcze straszniejsi, broń bardziej zajadła. Pamiętam, że w tamtejszym uciekaniu, czytałem książki zahaczające o śmierć i spirytyzm; zawiodłem się na paczce chłopaków zmierzającej już na drogę przestępczą. Zrezygnowałem z nich, bo miałem wyraźne przeświadczenie jak zły będzie finał. Nieco odsunąłem się od ludzi. W samotności zastanawiał mnie sens życia, sprawy podstawowe. Myślę, że istotną sprawą jest zwrócenie uwagi na kwestię sumienia. Istnieje coś takiego jak sumienie rozdarte, bardziej jest znane powiedzenie o rozdartym sercu, ale dotyczy mniej więcej tego samego. Chciałem być wierny sobie, temu jak byłem wychowany. Zachowywać się porządnie i przyzwoicie... dałem natomiast ponieść się życiu, jego wymaganiom, ludziom i ich zwyczajom. Kontrast jest wielki miedzy ideałami którymi nas karmią a tym co się robi na co dzień, szczególnie gdy się pamięta jeszcze te pierwsze. Stąd myśli o rzeczach ostatecznych i o ucieczce. Cały problem polega na tym, że gdybym wtedy wybrał przyjęcie wszystkiego jako naturalną kolej rzeczy, konflikt wewnętrzny zaczął by zanikać, sumienie zasypiać i umierać. Życie może być nie tylko straszne, ale i smutne. W człowieku gdzieś po drodze zaginęła naturalna zdolność do samooceny, która byłaby obiektywna. Zerwawszy owoc świadomego grzechu karmimy się trucizną coraz bardziej podstępną. Teraz człowiek musi się zmagać z niewidzialnym wrogiem, nierzadko ze samym sobą. Nie chodzi tylko o walkę z kimś innym. Nic nie może nas usprawiedliwić. Jedynie wówczas była na to okazja by dostrzec ledwie dostrzegalne rzeczy świata niewidzialnego i jego władzę nad widzialnym. Chodzi o to że Boga można lepiej poznać przez walkę dobra ze złem, gdyż On w niej uczestniczy. Jest po stronie dobra a ja często po strome przeciwnej. Trzeba więc dążyć do przemiany siebie prosząc o dobre sumienie. * Na wakacje ktoś zaproponował mi pielgrzymkę do Częstochowy oraz udział w zespole muzycznym przy kościele. Nie byłoby to dziwne gdyby nie to, że był to kolega z podstawówki o miernej pozycji w klasie, kiedyś śmialiśmy się z niego. To co zrobił teraz było „ nienaturalne" . Gdzieś na peryferiach kościoła gromadzili się ludzie, którzy nie bardzo jeszcze wiedzieli czego chcieli, ale byli oazą (proponując jakąś nadzieję). Przechodząc przez to, spotykając nowe twarze i zgrupowania powoli zacząłem dostrzegać istnienie duszy, ale duszy nie w sensie okultystycznym, lecz obrazu Bożego. Po jakimś czasie gdy zachodziłem na spotkania Odnowy w Duchu św. oraz na nabożeństwa zielonoświątkowe Bóg dawał mi poznawać prawdę. Okazało się że biblia jest książką do czytania, o dziwo do wyciągania wniosków. Na kolejnych wakacjach nastąpił we mnie istotny przełom. Trafiliśmy z kolegą do miejscowości Wola Piotrowa k. Krosna. Znaleźliśmy się na spotkaniach ewangelizacyjnych gdzie usłyszałem dobrą nowinę dla mojego życia: Jezus Chrystus wczoraj, dziś i zawsze ten sam. Podjąłem decyzję oddania swojego życia Jezusowi. Wtedy w prostej modlitwie prosiłem Go z całego serca, by mi przebaczył. Myślę, że to zrobił. Ujrzałem nowe światło, na jawie czy nie - nieistotne, bo odtąd nie mam już dawnych koszmarów. Bo cudem jest, że On mnie osobiście kocha. Duch św. „zamieszkał i wieczerza ze mną". A prawda Jego Słowa jest weryfikowalna, gdy przekraczam jego wskazówki, mam też lekcję do wyciągnięcia np. jakiegoś rodzaju cierpienie, jakiś brak czy dyskomfort. Rozumiem to jako impuls w sobie, następnie koryguję postępowanie. Jezus pomaga mi w tym, bo najlepiej to rozumie. Wiara jest pewnością, pewność daje mi odwagę, aby przychodzić do Jezusa Chrystusa jako najlepszego Przyjaciela. Gdy skończy się mój czas będę tam gdzie było dotąd moje serce. Życie nie musi być tylko smutne. Życie może być radosne. Po śmierci człowiek nie znajduje się w grobie (a nawet jeśli tak nędzny miałby być kres), wolę żyć tak, żeby można było dostrzec w moim życiu niebo. Widzę, że wszystko do niego prowadzi czy się tego pragnie czy nie. Wolę tam nie być tylko płonącą pochodnią, pamiątką, lecz żywą istotą nie pozbawioną wyższych uczuć. Moją obecną potrzebą jest Doznawać i wypełniać Wolę mojego Ojca który mieszka w Niebie. Pragnę teraz dać możliwość Duchowi Świętemu, aby przemieniał mnie na obraz Tego, który za mnie umarł i dla mnie zmartwychwstał. Dzięki Krwi Pana Jezusa, dzisiaj jestem wolny od nacisków, wolny by przebaczać. Gdy Jezusa przybito do krzyża modlił się tak: „wybacz im Ojcze, bo nie wiedzą co czynią". To prawda. Zabijali także siebie, ale On to wiedział. - Wolny od presji szatana, od czynienia zła. Zarazem więc jestem pod Bożą ochroną. Minęło już wiele lat a ja nie mogę się nadziwić patrząc na cuda jakie Bóg czyni, szczególnie w życiu moich przyjaciół. On dał mi moją wspaniałą żonę i dwie córeczki. Cieszę się że należę do prawdziwego Kościoła gdzie wszyscy są równi na prawach dzieci. Kościół ten to nie budynek, organizacja czy sekta. Ojciec troszczy się o wszystko lepiej niż ja sam. Gdy teraz przychodzą trudności On już wie jaką modlitwę do Niego „ popełnię" i śmieje się z mojego języka, ale uczy. Uczy mnie szczerości i dziecinnej ufności. Jest po stronie dobra a ja podążam za Nim. * Paweł apostoł stwierdził: „jak jest napisane: Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga. Wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego. Grobem otwartym jest ich gardło, językiem swoim knują zdradę, jad żmijowy pod ich wargami, ich usta pełne są przekleństwa i goryczy; ich nogi szybkie do rozlewu krwi, zagłada i nędza są na ich drogach, droga pokoju jest im nie znana, bojaźni Bożej nie ma przed ich oczami. A wiemy, że wszystko, co mówi Prawo, mówi do tych, którzy podlegają Prawu. I stąd każde usta muszą zamilknąć i cały świat musi się uznać winnym wobec Boga, jako że z uczynków Prawa żaden człowiek nie może dostąpić usprawiedliwienia w Jego oczach. Przez Prawo bowiem jest tylko większa znajomość grzechu. Ale teraz jawna się stała sprawiedliwość Boża niezależna od Prawa, poświadczona przez Prawo i Proroków. Jest to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich, którzy wierza. Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie". List do Rzymian 3,10-24. Życie może być nie tylko smutkiem albo radością, ale może być też odwagą i spełnieniem. Teraz już nie tchórzę... |
WITAMINA WIARY Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie siebie; czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba żeście próby nie przeszli. (2 Kor. 13:5) Kiedy spotykają nas przeciwności, wtedy okazuje się czy trwamy w wierze. Próby to... czytaj dalej NAJNOWSZE KAZANIA Mirosław Szatkowski Mirosław Szatkowski Andrzej Burzyński |
Polecamy Książkę ![]() Kolejna, trzecia książka (po "Kamień Potknięcia" oraz "Bumerang") Aleksieja Lediajewa po polsku.
Odkryj w sobie nie to co cię niszczy i czyni nędznym w oczach innych, lecz to co wzbogaca twoją osobowość w czytaj dalejPolecamy Konferencję ![]() Zachęcamy do uczestnictwa w corocznej Konwencji organizowanej przez Centrum Chrześcijańskie Woda Życia w Koszalinie. W tym roku gośćmi usługującymi będą pastorzy z Anglii, USA i Rosji. Konwencja odbędzie się 11-13 lipca w Koszalinie. Zainteresowanych czytaj dalejPolecamy Książkę ![]() Istnieje wiele rodzajów modlitw, podobnie jak wiele typów gier sportowych, z których każda rządzi się swoistymi regułami. Zasad gry w baseball nie stosuje się przy grze w piłkę nożną. Próba zastosowania tych samych zasad w czytaj dalej |